Kropelko

20161212_103153.jpg

Kropelko. Nikt mnie tak nigdy wcześniej nie nazywał. Mimo, że nie jestem osobą, która w związku przesadza z okazywaniem uczuć, słodzeniem i nazywaniem się kotkami, myszkami, misiami, serduszkami itp., to w czasie gdy jestem singielką (czyli większość czasu) brakuje mi czułości, również tych słownych. T. nazywa mnie Księżniczką, Kropelką, Calineczką i nawet nie wiecie jak mnie to zwala z nóg! Jestem w szoku jak to działa na tak powściągliwą osobę jak ja… Co rano gdy się budzę, jest mi dużo milej wstać z łóżka, widząc jego “dzień dobry Księżniczko” na ekranie smartfona. W ciągu dnia lepiej się pracuje wiedząc, że pewnie zadzwoni spytać jak mi mija dzień. Gdy do niego jadę, przygotowuje nam kolację i śniadanie, wraz z śniadaniem do pracy (w całym dotychczasowym życiu nie dostałam śniadania do pracy od żadnego z moich mężczyzn). Przytula mnie i przytula się do mnie. Widać, że jest spragniony nie tylko seksu ale i zwykłej czułości, zwykłego głaskania po karku gdy głową leży mi na kolanach, w czasie oglądania filmu w tv. Lubię gdy obejmując mnie łapie pojedyncze kosmyki moich włosów i okręca sobie delikatnie wokół palca – chyba ma to w swoim odstresowującym nawyku. Lubię jego szerokie ramiona, pięknie wytatuowany rękaw, który kojarzy mi się niezwykle męsko i niegrzecznie. Te postawne plecy, które masz wrażenie, że obroniłyby cię przed wszystkim. Ten apetyczny kark i ta miło pachnąca, szorstko-miękka broda… Ten jędrny tyłeczek i zawsze gotowy Adonis 😉 Lubię jego ładnie zarysowaną mięśniami klatkę, męsko zarośniętą, pięknie pachnącą subtelnymi perfumami, na której tak miło oprzeć głowę i usłyszeć bicie jego serca. Lubię jego oczy, ciepłe, tajemnicze, wzbudzające zaufanie, a jednocześnie tak dobre w sztuce kłamstwa… T. ma żonę. Tylko to broni mnie przed zakochaniem się w nim. Wiem, że nie chciałabym być tą oszukiwaną, a skoro żonę oszukuje, to i mnie by oszukiwał. Jest typem łobuza, z którym nigdy wcześniej się nie umawiałam. Przystojny, inteligentny, wysportowany, dobrze ubrany i z pieniędzmi, ale widać po nim, że swoje za uszami ma. Dobrze kłamie, ja sama nie jestem w stanie zidentyfikować co z tego co mi powiedział o swoim życiu jest prawdą a co kłamstwem (pewnie to część jego taktyki).

T. szanuje swoją żonę, nauczył się tego od ojca. Nie jest może przykładnym mężem, ale na pewno dobrym. Wiele przeszli z żoną, wiele ich obecnie łączy. Kocha ją. I tak – to, że ją zdradza nie znaczy, że jej nie kocha i nie szanuje. Oszukuje ją i na pewno bardzo by ją zranił gdyby się o tym dowiedziała. Ale przezornie dba o to by jego podboje nie wychodziły na jaw, a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Z jednej strony mnie to przeraża, bo to, że źle postępuje oszukując ją, nie podlega dyskusji… Z drugiej strony potrafię to zrozumieć. Podejrzewam, że w tym związku brakuje szczerej rozmowy, która mogłaby pomóc, jednak nie jestem pewna czy przy temperamencie T. uchroniłaby od zdrady. Ehhhh, życie to jest często ciężki gnój!! Chyba powinnam być singielką już zawsze…

Czuję się z T. trochę jak w jednym z odcinków Czarnego Lustra, gdzie dana para ma z góry przypisaną datę wygaśnięcia związku. Z dniem kiedy on skończy swój projekt w Trójmieście, skończy się również nasz romans. Już zaczęłam odliczać dni, z jednej strony ze smutkiem, bo dobrze mi przy T., z drugiej z ulgą – nie zdążę go poznać, dotrzeć się, przywiązać.

20180220_163221

miłość, to swego rodzaju życie za kratami…

Daleko mi do oceniania ludzi którzy zdradzają. Sama nigdy nie zdradziłam, ale może to dlatego, że nigdy nie byłam w związku na tyle długim, by poczuć tą monotonię i zmęczenie materiału. Ciekawią mnie motywy zdrady. Wiecie, że 1/2 badanych mężczyzn i 1/3 kobiet dopuszczają się zdrady? To dużo, można wręcz rzec, że to w sumie normalne zjawisko…. Zdrada była, jest i będzie – od zarania dziejów ludzie się zdradzają. A pobudki są najróżniejsze. Statystycznie – kobiety w większości zdradzają z pobudek emocjonalnych, mężczyźni z seksualnych. Połowa z mężczyzn zdradzających uważa swoje małżeństwa za szczęśliwe… Ale zdradzają! Bo może nie wszyscy ludzie są zdolni do życia w monogamii? Może nie potrafią odnaleźć szczęścia z tylko jedną kobietą? Może żonę uważają za idealną żonę i matkę dla ich dzieci, ale już nie za kochankę, z którą można eksperymentować i iść na całość w łóżku? Sama znam kilku facetów, o których wiem, że zdradzają, mimo że bardzo kochają swoje rodziny i wcale nie chcą odchodzić od żony. Szukają u kochanki – lub prostytutki, bo z prostytutką to nie zdrada tego, czego nie dostają u żony. Pytanie tylko czy na prawdę nie mogą bez tego żyć, za to z czystym serduchem? Czy najpierw zrobili wszystko by ulepszyć związek? Czy mówili szczerze o swoich potrzebach?  Temat rzeka.

 

 

 

 

T., tęsknię za Twoimi silnymi rękoma, pachnącą brodą i śmiejącymi się oczami… Za leżeniem w Twoich objęciach. I zawsze będę miło wspominać te kilka tygodni, które razem spędziliśmy (już sobie wyobrażam, jak jako staruszka przywodzę w pamięci Twój obraz i na tę myśl oblewam się rumieńcem). Życzę Ci żebyś wiódł prawdziwie szczęśliwe życie i potrafił cieszyć się z tego co już masz!    -Kropelka

 

11 thoughts on “Kropelko

  1. Nie broniąc w żaden sposób osób zdradzających bo tego nie uznaje kompletnie , to szczerze … kto w ogóle zdecydował sobie, ze musimy łączyć się w PARY?! Ze gdzieś czeka ta JEDNA osoba właśnie dla Ciebie … szczerze to myśle, ze gdyby związki poligamiczne były bardziej akceptowane to znalazłoby się bardzo dużo amatorów takiego trybu życia 🙂 co kto lubi. Ale nieprzychylnie spojrzenie społeczeństwa w połowie z nas hamuje jakiekolwiek ‚niedopuszczalne’ myśli tego typu .. a szkoda !

    Like

  2. Zgadzam się z Jastą, to kwiestie kulturowe i to jak społeczeństwo nas ocenia, ale przedewszystkiem to nasza indywidualna sprawa – bo to moja sprawa czy zdradzam czy nie zdradzam i czy jestem w takim układzie i nikomu nic do tego. Mnie osobiście jara świadomość, że jestem tą jedyną, a z drugiej strony największe lęki w związkach dotyczyły ewentualnej zdrady przez drugą stronę. Zawsze się tego tak strasznie bałam, przez to pojawiała się np. zazdrość, która podburzała harmonię… (a jednak nigdy nie zostałam zdradzona – sama tez nigdy nie zdradziłam) W pewnym momencie zamiast lęku wybrałam zaufanie i lepiej mi się żyje i cieszy chwilą z ukochaną osobą. Będzie co ma być, wierzę że nawet jeżeli miałoby się stać coś najgorszego (przecież wszystko jest możliwe!) to jest to jakiś sygnał od życia i wskazówka. Świat się przecież nie skończy, a wszystko zależy od podejścia 🙂

    Like

    • D. tylko, że zaufanie, to nie jest kwestia wyboru – jeśli komuś wcześniej nie ufałaś to musiałaś mieć jakiś powód. Ja np. tak czysto teoretyzując -nawet jakbym miała związać się z T., to wiedząc o nim to co wiem, nigdy w życiu nie umiałabym mu zaufać, nawet jakbym chciała. Dobrze, że teraz tak to u Ciebie wygląda i możesz ufać swojemu partnerowi 🙂 Żyj, ciesz się tą chwilą i oby tak dalej!

      Like

  3. Czy wiesz że zaraz się coś skończy czy nie mimowolnie się przywiązujesz…
    To jest w tym wszystkim kiepskie bo w końcu trzeba wrócić do “rzeczywistości”.

    Like

    • To prawda, mimowolnie trochę mi to zawróciło w sercu… ale nie trwało na tyle długo bym się za mocno przywiązała.
      Choć powiem szczerze, że powrót do rzeczywistości jest nieprzyjemny..

      Like

  4. O choroba, jaki trudny temat, a jak pięknie napisane. Opisujesz, tak ciepło, te dni, czy raczej noce spędzone z dziwnym człowiekiem, bo po cóż to robi, jak ma wszystko. Jest młody, piękny, żonaty, kochany.. Dopiero zaczyna życie małżeńskie, ale nie mi oceniać. o nie jestem najdalsza i ostatnia. Czuję w tym wpisie smutek i nie koniecznie z powodu rozstania, tylko znalezienia się w sytuacji, która przerosła Twoje sumienie. Ono jest czynne 24 godziny na dobę. Jesteś człowiekiem mocno stąpającym po ziemi i trzeźwo myślącym. Pozwoliłaś sobie na tę przyjemność, z granicą na wstępie, “nie wolno mi zakochać się”! Po drugie wiedziałaś, że wkrótce skończy się, on wyjedzie i nie będziesz sama dobrowolnie musiała odciągać się od niego, bo nie wiadomo, ile sił miałabyś na to. Jesteś smutna, że taki człowiek nie jest dla Ciebie, a jednocześnie mężczyznę z taką osobowością zabrać na zawsze do serca i duszy, to jakby skazać się dobrowolnie na nieuchronne cierpienie. Czułaś to. Nie zaufałaś mu i nigdy nie umiałabyś. Ja często powtarzam “wszystko jest dozwolone pod warunkiem, że nie krzywdzimy drugiego człowieka i (lub) SIEBIE”. Kochana Kropelko, żałuję, że to nie ja wymyśliłam to ujmujące Cię określenie. Dla mnie zawsze byłaś, jesteś i pozostaniesz Okruszkiem! O czystym, dobrym sercu. Nie wiem, po co była Ci ta lekcja. Ale wyszłaś zwycięsko, choć los trochę pomógł. Jeszcze będziesz szczęśliwa ze swoim “T”, nie cudzym. Wierzę w to!

    Liked by 1 person

    • o reeety… aż nie wiem co odpowiedzieć! Piękny komentarz, dziękuję Mamuś! Ale nie przesadzałabym z tą czystością mego serca, bo ja też swoje za uszami mam 😉 Każda lekcja w życiu jest ważna i tu od początu, z obu stron było wiadomo jak się to skończy…

      A co do szczęścia z moim “własnym” T, to ja tam nie wierzę. Ale jak faktycznie mnie spotka, to będę mile zaskoczona!

      Like

  5. Och, co za życie, żeby mieć te dwadzieścia parę lat i już nie wierzyć w łut szczęścia! Co innego ja, stary weteran na tym polu, to marnie to widzę, ale w Twoje szczęście chcę i muszę wierzyć. A co do czystości serca – jest najczystsze, jak to wiem, a Ty nie wierzysz, bo to co Ty wiesz nie ma nic wspólnego z zabrudzeniem serca. A że za uszami co nieco masz, to każdy ma . Dobrego Dnia ” Okruszku”, który może uratować życie, a nie uwiera. Piszę to dla czytelników, bo może przeszła im myśl, że uwiera to dziewczę, a on najmilszy cud

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s