Podziękowania dla pandemii

Ja generalnie uważam się na nudną osobę. Znaczy się – mam o sobie takie myśli automatyczne. Zawsze jak widzę na tinderze czy innej platformie opis typu “tylko żadnych nudnych ludzi” to uciekam, bo myślę sobie – “e, to ja się nie nadaję, bo ja jestem nudna“. Ale wtedy zatrzymuję się i mówię “ej dziewczyno, spójrz na siebie – zjechałaś już kawał Europy stopem, podróżowałaś po Azji samotnie, lubisz poznawać nowych ludzi i podejmować ryzyko, jeździsz na wakacje z nudystami – gdzie ta nuda???” Pewnie bierze się to z tego, że ja ogólnie jestem introwertyczna, raczej małomówna i wycofująca się, a o osobach nienudnych myślę, że muszą być pełnymi energii duszami towarzystwa. Ale czym właściwie jest nuda? Dla każdego będzie to znaczyło trochę co innego. Ja np. raczej się nie nudzę za często, mimo że nie mam jakiegoś super barwnego życia, wypełnionego różnymi aktywnościami dzień w dzień. Potrafię siedzieć w pokoju, gapić się po ścianach i rozmyślać, i nie nudzę się tym. Podczas gdy sporo ludzi na moim miejscu dostałoby kota od takiego siedzenia i zdefiniowałoby mnie właśnie jako nudną osobę.

Muszę przyznać, że koronawirus bardzo mocno przyczynił się do poprawy mojego stanu psychicznego. Oczywiście swój nieoceniony wkład w to mają też terapia i leki, ale odpoczynek i dystans jakie zyskałam w tym czasie, są naprawdę na wagę złota!! Nuda, która zagościła w mojej codzienności pozwoliła spojrzeć mi na życie z szerszej perspektywy. Uspokoiła mnie. Aktywności, które wcześniej były dla mnie po prostu przykrym obowiązkiem i stratą czasu, stały się rzeczami, które trzeba zrobić, ale wcale nie trzeba przy tym cierpieć.. Mowa głównie o sprzątaniu i innych pracach domowych. Wcześniej, za każdym razem kiedy miałam poodkurzać, tak bardzo cierpiałam, że jestem zmęczona a tu muszę jeszcze marnować mój cenny czas i resztki energii na taką prozaiczną czynność, z której efektu będę się cieszyć zaledwie kilka dni. Teraz odkurzając skupiam się na tym co robię, i robię to spokojnie. Oczywiście bez przesady – dalej nie jest to coś co bym lubiła robić! Ale już nie mam z tym problemu, akceptuję to 🙂

20200429_082336

Stanowisko do pracy zmieniłam w stację do wyciskania soków – teraz codziennie raczę się świeżym sokiem 😀

Biję pokłony kobietom, które na co dzień pracują, ogarniają dom, zajmują się dziećmi i potrafią znaleźć jeszcze czas dla siebie!!!! Nie wiem jak takie osoby dają radę funkcjonować o zdrowych zmysłach i ciele. To jest po prostu niesamowite! Ludzie z dziećmi powinni dostawać wynagrodzenie za zajmowanie się domem i dziećmi, bo to jest ogromna praca. Ja potrafię ledwie za-ak-cep-to-wać obowiązki domowe, nie mając nic innego do roboty, a jakbym miała jeszcze pracować i zajmować się domem, to serio nie wiem jak miałabym to zrobić nie zatracając samej siebie. Oczywiście, to fizycznie jest wykonalne – pamiętam czasy gdy po rozstaniu z Jackiem wpadłam w wir pracy i pracowałam codziennie po 12-17 godzin… Ale na dłuższą metę tak się nie da. Dbanie o siebie i swoje potrzeby powinno być na równi z dbaniem o dzieci, partnera/partnerkę. Co myślę, że w większości polskich rodzin jest nieosiągalne… No ale dobra, to taka mała dygresja na temat do osobnego wpisu.

W porównaniu do np. rodzin z dziećmi, to ja mam teraz wielkie wakacje i luksusy. W końcu mam czas na wszystkie domowe projekty jakie sobie dawno zaplanowałam; w końcu mam porządek w szafach i szufladach; w końcu budzę się kiedy jestem wyspana, a nie od dźwięku budzika; w końcu wróciłam do czytania.. Nie czytałam od kilku dobrych lat, bo mój stan psychiczny i zmęczenie powodowały, że w ogóle nie potrafiłam się skupić na tym co czytam. Nie rozumiałam KILKUKROTNIE przeczytanego zdania, nie docierało do mnie w ogóle. Zatem zaprzestałam czytania z myślą, że coś jest ze mną ewidentnie nie w porządku, że zgłupiałam, że koniec z rozwojem, nie nadaję się. A tu bum! Jednak się nadaję, tylko byłam przebodźcowana.

20200401_094046

Jem…

Udało mi się również nie ulec presji na podejmowanie różnych wyzwań i nowych zobowiązań w czasie kwarantanny. Zaraz po tym jak to się zaczęło, zostaliśmy zasypani najróżniejszymi pomysłami na to jak wypełnić sobie czas, jak być zajętym na kwarantannie – upiecz chleb, ćwicz jogę, ucz się języków, zapisz się na kurs on-line… RÓB COŚ, RÓB COŚ, RÓB COŚ!! Nie żebym była temu przeciwna, z niektórych pomysłów sama skorzystałam, jednak uważam, że wszystko co robimy powinno być w zgodzie z nami. Robić coś, tylko dlatego, że “przecież trzeba”, albo że wszyscy coś robią, albo żeby nie mieć czasu na nudę, to bezsensowna męka. A ja Wam powiem, że nic nie trzeba!! Jeśli chcesz codziennie ćwiczyć jogę – ćwicz, jeśli nie lubisz niczego ćwiczyć – nie ćwicz! Jeśli chcesz próbować nowych przepisów – próbuj, jeśli nie masz na to ochoty – nie rób tego! Jeśli chcesz podjąć nowe wyzwanie – podejmij je, jeśli nie masz siły na nic nowego – nie rób nic wbrew sobie! To naprawdę jest okej, jeśli potrzebujesz po prostu spać do południa, jeść chipsy i oglądać seriale po nocach. Jeśli czujesz, że na to masz ochotę, że takiego resetu i odpoczynku potrzebujesz – zrób to, bez żadnych niepotrzebnych wyrzutów sumienia.

20200423_170210

…i czytam. A czasami tylko jem!

Twoja produktywność nie jest miarą Twojej wartości! Nie musisz być produktywny/na. Ewentualnie możeszjeśli tego chcesz. Jesteśmy tylko ludźmi, nie jakimiś robotami. Każdy ma inne potrzeby spędzania wolnego czasu i nie nam oceniać czy są one dobre!

Nie mogę powiedzieć, że ja nie odczuwałam tej presji samorozwoju na kwarantannie, bo były takie dni, kiedy czułam się winna, że “nic” nie robię. Jednakże wypróbowałam kilka różnych kwarantannowych aktywności i zostałam tylko z tymi, które mi pasują. I nigdy nie jest tak żebym NIC nie zrobiła. Uwierzcie mi, nie jest możliwe, by w ciągu dnia NIC nie zrobić. A co z wstaniem z łóżka, ubraniem się, przygotowaniem posiłku, załatwieniem obowiązków biznesowych (home office czy inne takie)? Co z umyciem naczyń, wstawieniem prania, zrobieniem zakupów, wyjściem na spacer z psem? Co z utrzymywaniem kontaktu z rodziną/znajomymi? Pewnie teraz przewracacie oczami z myślą “przecież to są normalne codzienne czynności, to się nie liczy”. A nie lepiej gdybyśmy jednak nie pomijali tych wszystkich małych codziennych sukcesów? Nie byłaby to większa motywacja uznać samego siebie zamiast karać?

20200506_133912

Dziękuję, że każdy dzień mogę zaczynać bez pośpiechu. Nigdy wcześniej mi się to nie udawało.

Ja postanowiłam docenić siebie, mimo iż nie jestem typowo produktywna. Robię to na co mam ochotę – działam w zgodzie z samą sobą – w ten sposób wyrażam szacunek do samej siebie. I Wam życzę tego samego – nie bójcie się spełniać swoich potrzeb, odnoście się do samych siebie tak jak byście odnosili się do swoich przyjaciół. To jak myślimy o samych sobie i jak się do siebie odnosimy ma wielkie znaczenie. Szanujcie i troszczcie się o siebie!

 

 

P. S.  Żeby nie było – oczywiście nie cieszę się, że koronawirus zabiera środki do życia, zdrowie i nawet samo życie wielu ludziom, to nie jest fajne ani pozytywne. Ale mi osobiście jeszcze się nie naraził (i oby tak zostało), a można powiedzieć, że uratował mnie od zatracenia się w pracoholizmie i od ciągłego ignorowania rzeczywistości i moich potrzeb…

dePRESJA

Długo mnie tu nie było. Wpadłam w ciemną otchłań beznadzieji i marazmu. Nie wiedziałam dlaczego już mnie życie nie cieszy, dlaczego już nie doceniam tych małych rzeczy, w których docenianiu przecież byłam ekspertką… Byłam KONESERKĄ chwili, koneserką życia. Tak na prawdę kiedy założyłam tego bloga, stałam już u progu przepaści, ale wpisami starałam sama siebie przekonać, że dalej jest dobrze i fajnie.. Przecież żadna znacząca zmiana w moim życiu nie zaszła, dlaczego więc miałabym już nie być szczęśliwa, tak jak byłam np. 4 lata temu? Dlaczego tak mi smutno? Przecież mnóstwo ludzi ma gorzej! Nigdy nie używajcie takich słów w stosunku do ludzi z depresją, porównywanie do innych nie jest dobrym lekiem. Tak na prawdę porównywanie się do innych może być jedną ze składowych depresji – wszędzie widzisz te wyidealizowane życie innych ludzi, te piękne, gładkie ciała, luksusowe podróże, zakochane pary, nowoczesne wnętrza. Automatycznie porównujesz się do tych ludzi, też chcesz tych wszystkich wygód, pieniędzy, komfortu, piękna bo to pewnie przyniesie Ci SZCZĘŚCIE. Tylko, że tam szczęścia nie ma… To wszystko jest na pokaz. Szczęście jest w nas i to od nas zależy jak spojrzymy na naszą sytuację, i czy będziemy z niej zadowoleni.

ycie-jak-z-bajki.

Łatwo mi pisać… Przez ostatnie ponad dwa lata mimo, że byłam tego świadoma, tego że poczucie szczęścia to kwestia naszej decyzji – nie potrafiłam być szczęśliwa, nie miałam na to siły, nie wiedziałam jak to zrobić, jak to znów poczuć. Nie miałam siły na nic, na najprostsze prace domowe, typu wywieszenie prania. Wszystko wydawało mi się takie jałowe i takie bez sensu, bez celu, PO CO? Po co to wszystko robić, po co prać, po co wstawać, po co uśmiechać się do klientek, po co wieść to bezsensowne życie… I tu znów wkracza porównywanie – inni w moim wieku, to mają już kredyty na mieszkania i małżonków, dzieci w drodze. A ja? Ja dalej mieszkam z Tatą i dalej jestem singielką, z wątpliwymi perspektywami rozwoju kariery czy znalezienia odpowiedniego partnera. To na pewno dlatego jestem nieszczęśliwa! I jeszcze ta PRESJA otoczenia, pytania “kiedy ślub?” (lol, ciekawe z kim), “kiedy otworzysz swój salon?”, “dalej mieszkasz z rodzicami?” życzenia urodzinowe typu “życzę Ci znalezienia sobie chłopaka” – OK, wierzę, że to w dobrej woli ale dla mnie jest to poniekąd narzucanie mi swojej definicji szczęścia i spełnienia… Tymczasem punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ktoś inny może mi zazdrościć mojej sytuacji – mieszkam sobie w super lokalizacji, mam pokój 20m² za symboliczne pieniądze (bo dokładam się do opłat Tacie), nikt mi nad uchem nie zrzędzi, nie jestem za nikogo odpowiedzialna, mogę sobie randkować, podróżować i przebranżawiać się do woli. Stać mnie na wszystkie moje bieżące potrzeby. No to jest wręcz LUKSUSOWA pozycja, jestem królową życia! Myślę, że nieszczęśliwym/szczęśliwym można być w KAŻDEJ sytuacji życiowej. Wszystko zależy od naszego podejścia i od zdolności naszego mózgu do wytwarzania odpowiednich substancji.

20170123_153751

Na terapii nauczyłam się, że każda emocja jest ważna, i każdej należy pozwolić na przepłynięcie przez nas. Jeśli czujesz się smutny, to pozwól sobie na to. Pozwól wlać się tej czarnej substancji w Ciebie, gdy nie napotka oporu, ona po prostu przepłynie. A jak będziesz próbować tego nie odczuwać, ignorować, wypierać, to będzie tylko piętrzyć się i wreszcie się przeleje – w formie załamania nerwowego czy innego cholerstwa. Ciężko jest takie coś przyswoić, od dziecka jesteśmy uczeni, że trzeba być uśmiechniętym. “Złość piękności szkodzi”, “duzi chłopcy nie płaczą”, “nie bądź beksą”, “no uśmiechnij się!”. A tymczasem emocje trzeba przeżywać i bycie smutnym, czy rozgniewanym też jest OK! Żadna emocja nie trwa wiecznie, jak pozwolimy sobie na odczuwanie smutku, nie znaczy, że już zawsze będziemy smutni… Także ludzie! Nie bójcie się być smutni, nie bójcie się odczuwać gniewu, wstydu. Pozwólcie sobie na odczuwanie tych trudnych emocji też, one miną i to szybciej niż myślisz, to pewne. Każda emocja jest czymś spowodowana – nauczyć się zauważać i identyfikować swoje emocje, to już jest duży krok w stronę zrozumienia siebie i w stronę swojego szczęścia. Boli mnie to, że nie uczy się takich rzeczy w szkole… To powinna być fundamentalna nauka, tak jak powinna nią być edukacja seksualna. W wielu domach nie mówi się ani o emocjach, ani o seksualności, więc przepraszam, ale skąd my mamy to wiedzieć, jak ani nie z domu, ani nie ze szkoły. Na prawdę poczułam się niezwykle uwolniona, gdy dowiedziałam się, że mogę być smutna, że mam prawo do bycia na coś złą, że to wszystko jest na miejscu i jest OK. Uffff!

Każdy z nas ma prawo odczuwać, to co odczuwa. Wszystkie emocje są dobre i są po to by nas o czymś poinformować. Nie karzmy się za to, że nie potrafimy czuć się szczęśliwi. Jeśli taki stan utrzymuje się od dłuższego czasu – nie bójmy się zawalczyć o siebie i pójść na terapię. Jeśli czujesz, że potrzebujesz pomocy – idź po nią. Nie pożałujesz!

20161226_210642

na koniec – szczęśliwa ja zamknięta w mojej kapsule do spania (15zł za nocleg w tej kapsule!!!!!!) ze świąteczną czekoladą – grudzień 2016, Tajlandia

Tinde(r)love

DSC_0395.JPG

Randka. Z założenia miło się to słowo kojarzy. Jednak, randki potrafią być prawdziwie męczące. Zwłaszcza jak żadnej z nich nie masz ochoty powtarzać. Chodzisz na te randki, wypełniasz nimi swój wolny czas, jednak nie masz z tego nic oprócz rozczarowania i zwątpienia. Ktoś tu może teraz pomyśleć – w głowie jej się poprzewracało, niech się cieszy, że ma z kim chodzić na te randki. Z tym, że w dobie dzisiejszych social media, wszystkich aplikacji i portali randkowych – to żaden problem umówić się z kimś na randkę… Problemem jest spotkać kogoś, kto Ci pasuje, kogoś z kim dobrze się rozmawia, wyczuwa się pomiędzy porozumienie i chemię. To jest coś!!

budowanie-relacji.

 

W porównaniu do czasów młodości naszych rodziców, teraz ludzie są dużo mniej skłonni do pójścia na kompromis, przymknięcia oka na pewne sprawy, dostosowania się, zmiany pewnych zachowań, na rzecz dobra wspólnego… Myślę, że wszyscy dobrze wiemy, że niemożliwością jest znaleźć osobę idealną pod każdym względem. Jeśli facet jest dobry w łóżku, to za to życiowo nieogarnięty, zmienia pracę co miesiąc, ma długi i nałogi.  Jeśli potrafi naprawić spłuczkę, rozbawić Cię gdy masz zły humor, przygotować śniadanie, to za to wiecznie śmierdzi mu spod pach, w seksie nie gra… Kobieta petarda w łóżku, diablo piękna, inteligentna, za to leniwa, wybredna, materialistka czekająca na księcia z bajki. Inna potrafi zadbać o dom, byłaby idealną mamą, poza tym ma pracę i jest samodzielna, za to zimna ryba w łóżku, nijak do rozbudzenia, a do tego nakłada za dużo makijażu na twarz… I tak można różne kombinacje wymieniać i wymieniać. Nikt nie ma łatwo i jako single im jesteśmy starsi, tym więcej mamy wymagań i przyzwyczajeń, których nie chcemy zmieniać. Niedawno zapytałam moją Mamę “myślisz, że będę starą panną?”, na to Mama po namyśle “bez słodzenia i owijania w bawełnę – myślę, że jest takie duże prawdopodobieństwo”.  Też tak myślę. Za dużo wymagam, za mało jestem skłonna dać od siebie. Nawet jeśli trafi mnie strzała amora, jak było z Jackiem, to potrafię dać z siebie dużo, ograniczyć moją wolność, zmienić nawyki… Ale nie na dłuższą metę. Gdy widzisz, że druga strona nie ponosi tylu wyrzeczeń, w czasie gdy Ty to robisz, rodzą się i narastają frustracja, złość i smutek. Które w pewnym momencie są na tyle duże, że musisz powiedzieć DOŚĆ. I po związku. Wolność wróciła, niezależność wróciła, trudna ale jednak miłość – odeszła. Tak źle i tak niedobrze.


lepszy-model.Do Tindera przekonała mnie jedna z moich przyjaciółek.  Kilka miesięcy po powrocie z Azji, 1,5 roku po rozstaniu z Jackiem, gdy poczułam, że już jestem wolna od tamtego uczucia. Na pierwszej tinderowej randce byłam w połowie czerwca 2017 roku. Od tego czasu, do teraz spotkałam się z 15 osobami poprzez tą aplikację. Statystyki zaczęłam robić, bo na wielu z tych randek byłam pytana, na ilu spotkaniach już byłam, itp. Poza tym znajomi, którzy również używają tindera, też nieraz pytają i chcą się wymieniać doświadczeniami. Dlatego przedstawiam to zestawienie 😀

Z tych 15 osób:

♥ z 3 chłopakami spotkałam się na drugą randkę, czyli na pierwszej uznałam, że są całkiem spoko i warto ich lepiej poznać. Jednak na drugiej randce się skończyło.

♥ z 2 być może spotkam się ponownie – jestem po pierwszej randce i nieśpiesznie myślę o kolejnym spotkaniu.

♥ z 1 chłopakiem spotkałam się cztery razy (dość mocno rozciągnięte w czasie – 2 miesiące) i szczerze miałam nadzieję, że coś może z tego być. Mimo, że widać było, że jest specyficzny i przed nami będzie niejeden problem do rozwiązania. Jednak w miarę poznawania się, stwierdziłam, że chyba mi się nie chce. Nie kuł żelaza póki gorące.

♥ z 1 chłopakiem spotkałam się kilka razy, chyba też około czterech, ale tu od początku wiadomo było w jakim celu się spotykamy – seks. Może jeszcze kiedyś do niego wpadnę.

♥Δ♥ i na koniec zostawiam sobie perełkę – moją PIERWSZĄ tinderową randkę, która jak dotąd była najlepszą i do tego okazało się, że doprowadziła do spełnienia jednej z moich ówczesnych fantazji. Spędziliśmy ze sobą tydzień kiedy był tu z kolegą na wakacjach, potem 4 dni kiedy przyjechał ponownie, potem 3 dni, kiedy to ja do niego pojechałam i całkiem niedawno kolejne 3 dni kiedy pojechaliśmy razem na Kaszuby. Poza tym jesteśmy w regularnym choć zdawkowym kontakcie telefonicznym. I mimo, że trzeba przyznać, że łączy nas głównie seks, to w ogóle się tego na początku nie spodziewałam. P. jest niezwykle inteligentny, spostrzegawczy, ma bardzo dobre zdolności analityczne, potrafi słuchać i potrafi zadawać pytania, które pomagają Ci zrozumieć samą siebie. Jego styl ubierania i fryzura działają zdecydowanie na jego niekorzyść… Ale to staje się mało istotne przy tym, jak on ze mną rozmawia, patrzy na mnie, traktuje mnie. Zaiste interesujący człowiek i może gdybyśmy mieszkali bliżej siebie, można by było pomyśleć o próbie wspólnej egzystencji.

Podsumowując: z 15 osób spotkanych przez Tindera, dotychczas spotkałam się ponownie z 6. Z tych sześciu za jakkolwiek wartościową, choć bez przyszłości znajomość, uważam tylko jedną.

Tradycyjna forma poznawania ludzi, tak na żywo, spontanicznie – bardziej mi odpowiada. Lubię flirtować i obcować z różnymi mężczyznami. Ale chyba najlepiej mi to wychodzi w trakcie wyjazdów, bo tu na miejscu, ostatnio w ogóle nie mam czasu na randki. Wolę zarabiać pieniądze i jeść chipsy (pozdrawiam mój cellulit!).


Chciałabym się jeszcze kiedyś zakochać i w sumie wierzę, że mnie to spotka. Choć nie wierzę w miłość do końca życia, w moim przypadku. Wiecie, że jeszcze nigdy nie mieszkałam z partnerem? Fajnie by było kiedyś tego spróbować, jest to dla mnie coś egzotycznego, nieznanego! 😀 Ej, to jest trochę straszne – zanim się obejrzę, będę miała 30 lat, a tu zero stabilizacji…

miloscdo-jedzenia.

😉

Kropelko

20161212_103153.jpg

Kropelko. Nikt mnie tak nigdy wcześniej nie nazywał. Mimo, że nie jestem osobą, która w związku przesadza z okazywaniem uczuć, słodzeniem i nazywaniem się kotkami, myszkami, misiami, serduszkami itp., to w czasie gdy jestem singielką (czyli większość czasu) brakuje mi czułości, również tych słownych. T. nazywa mnie Księżniczką, Kropelką, Calineczką i nawet nie wiecie jak mnie to zwala z nóg! Jestem w szoku jak to działa na tak powściągliwą osobę jak ja… Co rano gdy się budzę, jest mi dużo milej wstać z łóżka, widząc jego “dzień dobry Księżniczko” na ekranie smartfona. W ciągu dnia lepiej się pracuje wiedząc, że pewnie zadzwoni spytać jak mi mija dzień. Gdy do niego jadę, przygotowuje nam kolację i śniadanie, wraz z śniadaniem do pracy (w całym dotychczasowym życiu nie dostałam śniadania do pracy od żadnego z moich mężczyzn). Przytula mnie i przytula się do mnie. Widać, że jest spragniony nie tylko seksu ale i zwykłej czułości, zwykłego głaskania po karku gdy głową leży mi na kolanach, w czasie oglądania filmu w tv. Lubię gdy obejmując mnie łapie pojedyncze kosmyki moich włosów i okręca sobie delikatnie wokół palca – chyba ma to w swoim odstresowującym nawyku. Lubię jego szerokie ramiona, pięknie wytatuowany rękaw, który kojarzy mi się niezwykle męsko i niegrzecznie. Te postawne plecy, które masz wrażenie, że obroniłyby cię przed wszystkim. Ten apetyczny kark i ta miło pachnąca, szorstko-miękka broda… Ten jędrny tyłeczek i zawsze gotowy Adonis 😉 Lubię jego ładnie zarysowaną mięśniami klatkę, męsko zarośniętą, pięknie pachnącą subtelnymi perfumami, na której tak miło oprzeć głowę i usłyszeć bicie jego serca. Lubię jego oczy, ciepłe, tajemnicze, wzbudzające zaufanie, a jednocześnie tak dobre w sztuce kłamstwa… T. ma żonę. Tylko to broni mnie przed zakochaniem się w nim. Wiem, że nie chciałabym być tą oszukiwaną, a skoro żonę oszukuje, to i mnie by oszukiwał. Jest typem łobuza, z którym nigdy wcześniej się nie umawiałam. Przystojny, inteligentny, wysportowany, dobrze ubrany i z pieniędzmi, ale widać po nim, że swoje za uszami ma. Dobrze kłamie, ja sama nie jestem w stanie zidentyfikować co z tego co mi powiedział o swoim życiu jest prawdą a co kłamstwem (pewnie to część jego taktyki).

T. szanuje swoją żonę, nauczył się tego od ojca. Nie jest może przykładnym mężem, ale na pewno dobrym. Wiele przeszli z żoną, wiele ich obecnie łączy. Kocha ją. I tak – to, że ją zdradza nie znaczy, że jej nie kocha i nie szanuje. Oszukuje ją i na pewno bardzo by ją zranił gdyby się o tym dowiedziała. Ale przezornie dba o to by jego podboje nie wychodziły na jaw, a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Z jednej strony mnie to przeraża, bo to, że źle postępuje oszukując ją, nie podlega dyskusji… Z drugiej strony potrafię to zrozumieć. Podejrzewam, że w tym związku brakuje szczerej rozmowy, która mogłaby pomóc, jednak nie jestem pewna czy przy temperamencie T. uchroniłaby od zdrady. Ehhhh, życie to jest często ciężki gnój!! Chyba powinnam być singielką już zawsze…

Czuję się z T. trochę jak w jednym z odcinków Czarnego Lustra, gdzie dana para ma z góry przypisaną datę wygaśnięcia związku. Z dniem kiedy on skończy swój projekt w Trójmieście, skończy się również nasz romans. Już zaczęłam odliczać dni, z jednej strony ze smutkiem, bo dobrze mi przy T., z drugiej z ulgą – nie zdążę go poznać, dotrzeć się, przywiązać.

20180220_163221

miłość, to swego rodzaju życie za kratami…

Daleko mi do oceniania ludzi którzy zdradzają. Sama nigdy nie zdradziłam, ale może to dlatego, że nigdy nie byłam w związku na tyle długim, by poczuć tą monotonię i zmęczenie materiału. Ciekawią mnie motywy zdrady. Wiecie, że 1/2 badanych mężczyzn i 1/3 kobiet dopuszczają się zdrady? To dużo, można wręcz rzec, że to w sumie normalne zjawisko…. Zdrada była, jest i będzie – od zarania dziejów ludzie się zdradzają. A pobudki są najróżniejsze. Statystycznie – kobiety w większości zdradzają z pobudek emocjonalnych, mężczyźni z seksualnych. Połowa z mężczyzn zdradzających uważa swoje małżeństwa za szczęśliwe… Ale zdradzają! Bo może nie wszyscy ludzie są zdolni do życia w monogamii? Może nie potrafią odnaleźć szczęścia z tylko jedną kobietą? Może żonę uważają za idealną żonę i matkę dla ich dzieci, ale już nie za kochankę, z którą można eksperymentować i iść na całość w łóżku? Sama znam kilku facetów, o których wiem, że zdradzają, mimo że bardzo kochają swoje rodziny i wcale nie chcą odchodzić od żony. Szukają u kochanki – lub prostytutki, bo z prostytutką to nie zdrada tego, czego nie dostają u żony. Pytanie tylko czy na prawdę nie mogą bez tego żyć, za to z czystym serduchem? Czy najpierw zrobili wszystko by ulepszyć związek? Czy mówili szczerze o swoich potrzebach?  Temat rzeka.

 

 

 

 

T., tęsknię za Twoimi silnymi rękoma, pachnącą brodą i śmiejącymi się oczami… Za leżeniem w Twoich objęciach. I zawsze będę miło wspominać te kilka tygodni, które razem spędziliśmy (już sobie wyobrażam, jak jako staruszka przywodzę w pamięci Twój obraz i na tę myśl oblewam się rumieńcem). Życzę Ci żebyś wiódł prawdziwie szczęśliwe życie i potrafił cieszyć się z tego co już masz!    -Kropelka

 

u Hypnosa

 

20161216_105510

Wietnam, grudzień 2016

Koty są super, potrafię spędzić sporo czasu oglądając śmieszne koty w internetach. Często się z nimi utożsamiam, między innymi dlatego, że tak jak one uwielbiam spać.  Często marzę sobie o słodkich drzemkach w ciągu dnia, niestety charakter mojej pracy mi na to nie pozwala – zwykle zaczynam o 10:00 i kończę o 18:00/20:00 gdzie na drzemkę jest już za późno… Spanie jest cudowne! Kiedy leżysz otulona kocykiem, ogarnia cię ciepło i czujesz, że odpływasz do krainy Hypnosa… Kiedy jesteś jeszcze jedną nogą na jawie, ale już czujesz ten błogi stan uśpienia, kiedy świadomość… znika.

Gdy idę sama do łóżka, lubię ten moment kiedy już odłożę wszystko, zgaszę światło i położę się na plecach. Skupiam się wtedy na tym co odczuwa moje ciało, skupiam się na tym by po kolei rozluźnić wszystkie części – stopy, łydki, uda, pośladki, lędźwie, plecy, barki, ręce, szyję i twarz. TWARZ, zawsze gdy do niej dochodzę uświadamiam sobie jak spięte mam mięśnie twarzy mimo niewidocznego na niej żadnego grymasu… Wiecie jakie to fajne, uświadomić sobie na jak miękki w subiektywnej skali oceniasz swój materac, za jak miłą w dotyku uznajesz pościel dotykającą twojego nagiego ciała, gdzie jest granica bólu który odczuwasz za długo trzymając stopy na gorącym termoforze… Dobrze jest odczuwać!

Są okresy, w których mam problemy z zaśnięciem albo budzę się w nocy i nie mogę znów zasnąć. Wiem, że są to problemy o podłożu psychicznym – zawsze mam wtedy za dużo myśli w głowie, za dużo by je odepchnąć i pozwolić umysłowi odpłynąć w zgodzie ze zmęczonym ciałem. Gdy ponad rok temu wybierałam się w moją pierwszą tak długą podróż, pierwszą poza Europę, miałam ogromne problemy ze snem już tydzień przed! Mimo, że nie uważałam, że się boję, to tak na prawdę podświadomie bardzo się stresowałam. Zwykle przed wyjazdami, mimo że bardzo je lubię i robię to dla przyjemności, jedna noc przed jest bardzo słabo przespana. Przed Azją cały tydzień spałam po 2-3h na dobę. Mimo moich usilnych zaprzeczeń w stylu “no, jestem podekscytowana, ale nie zestresowana, bez przesady!“, mój umysł sam ukazał mi skalę tego wydarzenia, to jakim wyzwaniem była dla mnie ta podróż. Niesamowite, jaką siłę ma w człowieku podświadomość. Tutaj ukłony dla Adama, który co jakiś czas przemyca mi ciekawostki o ludzkiej podświadomości, ego i takich tam 😀


DSC_0394

z Jackiem, kwiecień 2016

Potraficie zasnąć w czyiś objęciach? Ja w zdecydowanej większości nie. Kilka razy w życiu mi się zdarzyło, zazwyczaj będąc wcześniej rozluźniona drinkiem czy blantem. Ostatnio z T. zasnęłam w pozycji na łyżeczkę, bez wcześniejszych znieczulaczy, do tego znamy się od niedawna – zatem coś jest na rzeczy 😉 Dwa tygodnie wcześniej będąc w łóżku z Ł. (po raz pierwszy), po dobrych kilku godzinach rozmów w objęciach, oznajmiłam że idę spać, dałam mu buziaka w czółko i ułożyłam się do snu już nie przytulona – prawie się obraził… Rano powiedział, że to dziwne, że nie spaliśmy przytuleni…. Serio?

Łóżko, to jest mój największy bastion bezpieczeństwa i komfortu (w materialnej strefie życia). Całe dzieciństwo spałam z mamą i siostrą, potem tatą, potem siostrą, potem sama ale na super wąskim, twardym łóżeczku. Do dziś wspominam jak z siostrą skrzętnie pilnowałyśmy swoich połówek łóżka, gdy któraś choć trochę przekroczyła granicę połowy (zazwyczaj Julka nieświadomie), druga zaraz zwracała jej uwagę “to moja połowa, posuń się” (zazwyczaj ja, przewrażliwiona na punkcie mojej przestrzeni osobistej). Pierwszą rzeczą, którą kupiłam wprowadzając się do nowego pokoju było wielkie łóżko jakiego nigdy wcześniej nie miałam. Pamiętam, jak jeszcze przed moim najistotniejszym życiowym związkiem nie potrafiłam wyobrazić sobie zasypiania z kimś noc w noc. Dzielenia mojego wielkiego łóżka i kołdry z kimś. Po roku czasu z J. nie potrafiłam sobie wyobrazić, że znów mam być w nim sama… Teraz znów cieszę się zasypianiem w nim, w różnych konfiguracjach, w poprzek, na skos, przy brzegu, jak naleśnik itp. A od czasu do czasu, dla urozmaicenia odwiedzam cudze łóżka i też jest fajnie 😉

-Chciałabym być szczęśliwa… -To bądź!

 

happiness

Nieczęsto rozmawiam z Tatą o życiu, ale jak już to robimy, zawsze kończę pokrzepiona o kilka dobrych myśli i spostrzeżeń. Tata zawsze mówi:

Szczęście, to nie jest coś co się wydarza, szczęście jest w nas i od nas zależy czy będziemy je odczuwać…

I to jest prawda – szczęście, to nie jest coś co się przydarza – szczęście kreujemy sami, podejmując w życiu różne wybory i decyzje. Dla mnie kluczem do szczęścia jest radość z małych rzeczy, docenianie i bycie świadomym tego jak wiele mamy (nawet gdy na koncie bankowym jest nie tak wiele), bycie obecnym tu i teraz. Jeśli skupimy się na tym, by teraźniejszość uczynić dobrą, przeszłość i przyszłość też będą dobre.

Jeśli zapytalibyście mnie czy jestem szczęśliwa, nieśmiało odpowiedziałabym, że tak. Mimo, że chciałabym mieć lepiej płatną pracę, więcej czasu na pasje, znaleźć miłość, kupić mieszkanie, więcej podróżować, a najlepiej to wygrać kilka milionów i posiąść magiczną moc uzdrawiania ludzi 😉 to bardzo doceniam to, że jestem zdrowa; mam wspaniałych rodziców, którzy od dziecka wpajali we mnie, że jestem mądra, ładna, warościowa (szczególnie mama, która niezmiennie robi to dalej); mam super paczkę przyjaciół, z którymi się znamy i spotykamy od liceum; mam zawód, który lubię wykonywać; jestem w stanie realizować moje zainteresowania; cieszę się wystarczającym dla mego ego powodzeniem u mężczyzn. I jeśli uznam, że bez tych wymienionych w pierwszej kolejności rzeczy nie mogę być szczęśliwa, to będę dążyć do ich realizacji.. ale że jestem leniem, to do szczęścia wystarczy mi to co mam obecnie i na tym się skupiam! 😉

Nie jesem typem mówcy motywacyjnego i tak na prawdę kryję w sobie sporo melancholii i sceptycyzmu. W ogóle ludzie przy pierwszym kontakcie ze mną często mają wrażenie, że jestem poważną, gburowatą osobą. Poniekąd, to prawda – nie lubię gadać o byle czym, nie uśmiecham się dużo i często, nie zagaduję tylko po to, by nie było cicho, często mam dużo myśli w głowie ale o nich nie mówię. Jednak mimo, że się nie uśmiecham i nie słodzę, nie znaczy, że jestem negatywnie nastawiona, czy komuś źle życzę 🙂 Po prostu taka jestem, a jak już mnie ktoś lepiej pozna, to wie, że pałam pozytywnym nastawieniem tylko, że mało ekspresywnie.

Jednak ta moja lekko introwertyczna natura nie przeszkadza mi w celebrowaniu życia, cieszeniu się chwilą, małymi rzeczami, byciu obecnym i skupianiu się na tym co tu i teraz – byciu koneserką chwili, koneserką życia!

IMG_20170924_163956_651

 

Docenić, że mamy nogi i jesteśmy w stanie normalnie dojść do pracy, że słońce wstało, wiatr wieje, a ty czujesz to ciepło słońca poprzez zimno wiatru, że ładny chłopak mijający cię po drodze zatrzymał na tobie wzrok na chwilę,że dziś będziesz się objadać pysznym domowym obiadkiem, że w pracy zobaczysz uśmiechniętą ekipę i mimo, że dziś nie chce ci się kleić rzęs, to kubek gorącej herbaty z cytryną i kilka śmiechów-hihów skutecznie poprawi ci nastój. To jest to!

cdn.