Podziękowania dla pandemii

Ja generalnie uważam się na nudną osobę. Znaczy się – mam o sobie takie myśli automatyczne. Zawsze jak widzę na tinderze czy innej platformie opis typu “tylko żadnych nudnych ludzi” to uciekam, bo myślę sobie – “e, to ja się nie nadaję, bo ja jestem nudna“. Ale wtedy zatrzymuję się i mówię “ej dziewczyno, spójrz na siebie – zjechałaś już kawał Europy stopem, podróżowałaś po Azji samotnie, lubisz poznawać nowych ludzi i podejmować ryzyko, jeździsz na wakacje z nudystami – gdzie ta nuda???” Pewnie bierze się to z tego, że ja ogólnie jestem introwertyczna, raczej małomówna i wycofująca się, a o osobach nienudnych myślę, że muszą być pełnymi energii duszami towarzystwa. Ale czym właściwie jest nuda? Dla każdego będzie to znaczyło trochę co innego. Ja np. raczej się nie nudzę za często, mimo że nie mam jakiegoś super barwnego życia, wypełnionego różnymi aktywnościami dzień w dzień. Potrafię siedzieć w pokoju, gapić się po ścianach i rozmyślać, i nie nudzę się tym. Podczas gdy sporo ludzi na moim miejscu dostałoby kota od takiego siedzenia i zdefiniowałoby mnie właśnie jako nudną osobę.

Muszę przyznać, że koronawirus bardzo mocno przyczynił się do poprawy mojego stanu psychicznego. Oczywiście swój nieoceniony wkład w to mają też terapia i leki, ale odpoczynek i dystans jakie zyskałam w tym czasie, są naprawdę na wagę złota!! Nuda, która zagościła w mojej codzienności pozwoliła spojrzeć mi na życie z szerszej perspektywy. Uspokoiła mnie. Aktywności, które wcześniej były dla mnie po prostu przykrym obowiązkiem i stratą czasu, stały się rzeczami, które trzeba zrobić, ale wcale nie trzeba przy tym cierpieć.. Mowa głównie o sprzątaniu i innych pracach domowych. Wcześniej, za każdym razem kiedy miałam poodkurzać, tak bardzo cierpiałam, że jestem zmęczona a tu muszę jeszcze marnować mój cenny czas i resztki energii na taką prozaiczną czynność, z której efektu będę się cieszyć zaledwie kilka dni. Teraz odkurzając skupiam się na tym co robię, i robię to spokojnie. Oczywiście bez przesady – dalej nie jest to coś co bym lubiła robić! Ale już nie mam z tym problemu, akceptuję to 🙂

20200429_082336

Stanowisko do pracy zmieniłam w stację do wyciskania soków – teraz codziennie raczę się świeżym sokiem 😀

Biję pokłony kobietom, które na co dzień pracują, ogarniają dom, zajmują się dziećmi i potrafią znaleźć jeszcze czas dla siebie!!!! Nie wiem jak takie osoby dają radę funkcjonować o zdrowych zmysłach i ciele. To jest po prostu niesamowite! Ludzie z dziećmi powinni dostawać wynagrodzenie za zajmowanie się domem i dziećmi, bo to jest ogromna praca. Ja potrafię ledwie za-ak-cep-to-wać obowiązki domowe, nie mając nic innego do roboty, a jakbym miała jeszcze pracować i zajmować się domem, to serio nie wiem jak miałabym to zrobić nie zatracając samej siebie. Oczywiście, to fizycznie jest wykonalne – pamiętam czasy gdy po rozstaniu z Jackiem wpadłam w wir pracy i pracowałam codziennie po 12-17 godzin… Ale na dłuższą metę tak się nie da. Dbanie o siebie i swoje potrzeby powinno być na równi z dbaniem o dzieci, partnera/partnerkę. Co myślę, że w większości polskich rodzin jest nieosiągalne… No ale dobra, to taka mała dygresja na temat do osobnego wpisu.

W porównaniu do np. rodzin z dziećmi, to ja mam teraz wielkie wakacje i luksusy. W końcu mam czas na wszystkie domowe projekty jakie sobie dawno zaplanowałam; w końcu mam porządek w szafach i szufladach; w końcu budzę się kiedy jestem wyspana, a nie od dźwięku budzika; w końcu wróciłam do czytania.. Nie czytałam od kilku dobrych lat, bo mój stan psychiczny i zmęczenie powodowały, że w ogóle nie potrafiłam się skupić na tym co czytam. Nie rozumiałam KILKUKROTNIE przeczytanego zdania, nie docierało do mnie w ogóle. Zatem zaprzestałam czytania z myślą, że coś jest ze mną ewidentnie nie w porządku, że zgłupiałam, że koniec z rozwojem, nie nadaję się. A tu bum! Jednak się nadaję, tylko byłam przebodźcowana.

20200401_094046

Jem…

Udało mi się również nie ulec presji na podejmowanie różnych wyzwań i nowych zobowiązań w czasie kwarantanny. Zaraz po tym jak to się zaczęło, zostaliśmy zasypani najróżniejszymi pomysłami na to jak wypełnić sobie czas, jak być zajętym na kwarantannie – upiecz chleb, ćwicz jogę, ucz się języków, zapisz się na kurs on-line… RÓB COŚ, RÓB COŚ, RÓB COŚ!! Nie żebym była temu przeciwna, z niektórych pomysłów sama skorzystałam, jednak uważam, że wszystko co robimy powinno być w zgodzie z nami. Robić coś, tylko dlatego, że “przecież trzeba”, albo że wszyscy coś robią, albo żeby nie mieć czasu na nudę, to bezsensowna męka. A ja Wam powiem, że nic nie trzeba!! Jeśli chcesz codziennie ćwiczyć jogę – ćwicz, jeśli nie lubisz niczego ćwiczyć – nie ćwicz! Jeśli chcesz próbować nowych przepisów – próbuj, jeśli nie masz na to ochoty – nie rób tego! Jeśli chcesz podjąć nowe wyzwanie – podejmij je, jeśli nie masz siły na nic nowego – nie rób nic wbrew sobie! To naprawdę jest okej, jeśli potrzebujesz po prostu spać do południa, jeść chipsy i oglądać seriale po nocach. Jeśli czujesz, że na to masz ochotę, że takiego resetu i odpoczynku potrzebujesz – zrób to, bez żadnych niepotrzebnych wyrzutów sumienia.

20200423_170210

…i czytam. A czasami tylko jem!

Twoja produktywność nie jest miarą Twojej wartości! Nie musisz być produktywny/na. Ewentualnie możeszjeśli tego chcesz. Jesteśmy tylko ludźmi, nie jakimiś robotami. Każdy ma inne potrzeby spędzania wolnego czasu i nie nam oceniać czy są one dobre!

Nie mogę powiedzieć, że ja nie odczuwałam tej presji samorozwoju na kwarantannie, bo były takie dni, kiedy czułam się winna, że “nic” nie robię. Jednakże wypróbowałam kilka różnych kwarantannowych aktywności i zostałam tylko z tymi, które mi pasują. I nigdy nie jest tak żebym NIC nie zrobiła. Uwierzcie mi, nie jest możliwe, by w ciągu dnia NIC nie zrobić. A co z wstaniem z łóżka, ubraniem się, przygotowaniem posiłku, załatwieniem obowiązków biznesowych (home office czy inne takie)? Co z umyciem naczyń, wstawieniem prania, zrobieniem zakupów, wyjściem na spacer z psem? Co z utrzymywaniem kontaktu z rodziną/znajomymi? Pewnie teraz przewracacie oczami z myślą “przecież to są normalne codzienne czynności, to się nie liczy”. A nie lepiej gdybyśmy jednak nie pomijali tych wszystkich małych codziennych sukcesów? Nie byłaby to większa motywacja uznać samego siebie zamiast karać?

20200506_133912

Dziękuję, że każdy dzień mogę zaczynać bez pośpiechu. Nigdy wcześniej mi się to nie udawało.

Ja postanowiłam docenić siebie, mimo iż nie jestem typowo produktywna. Robię to na co mam ochotę – działam w zgodzie z samą sobą – w ten sposób wyrażam szacunek do samej siebie. I Wam życzę tego samego – nie bójcie się spełniać swoich potrzeb, odnoście się do samych siebie tak jak byście odnosili się do swoich przyjaciół. To jak myślimy o samych sobie i jak się do siebie odnosimy ma wielkie znaczenie. Szanujcie i troszczcie się o siebie!

 

 

P. S.  Żeby nie było – oczywiście nie cieszę się, że koronawirus zabiera środki do życia, zdrowie i nawet samo życie wielu ludziom, to nie jest fajne ani pozytywne. Ale mi osobiście jeszcze się nie naraził (i oby tak zostało), a można powiedzieć, że uratował mnie od zatracenia się w pracoholizmie i od ciągłego ignorowania rzeczywistości i moich potrzeb…